wtorek, 21 sierpnia 2012

z cyklu "Opowieści i bajania grzybiarza..."

kiedyś padło w moją stronę pytanie: Jakie grzyby lubisz najbardziej?. I tu temat woda dla mnie i godziny wysłuchiwania dla pytającego. Podpowiadam: można prościej zamknąć temat, stawiając konkretne pytania. Np.Jaki jest twój ulubiony grzyb pod względem smaku?. Wtedy odpowiadam: Gronówka i boczniak (czyt. żagiew okółkowa). Jaki jest najpiękniejszy grzyb wg ciebie? i moja odpowiedź: Szyszkowiec łuskowaty. Jakie grzyby najbardziej lubisz zbierać? - takie, które nie rosną ławicami jak opieńki, pieczarki, płachetki ...

i z tymi ostatnimi wiąże się właśnie jedna z historyjek moich grzybiarskich wędrówek

kilka lat temu przez trzy lata pod rząd wypadały kiepściutkie lata na grzyby - tych szlachetniejszych nie uświadczył, więc zapełniało się koszyki gołąbkami, kurkami i właśnie płachetkami zwanymi w moich stronach również turkami.
Wrzesień, 27 st. w cieniu ale wcześniej polało przez 2 tygodnie, ruszamy z Tatą na podbój ocieckich lasów ... w których pustki .... Tata rzuca propozycje, że może na torfowiska się machniemy - tam bardziej mokro - a nuż coś wyrosło ... myśl jest więc za tym idzie działanie .... i owzem rosną całe plantacje .... Tata przysiadł i "czesze" grzybki .... ja, że nie lubię postojów łudzę się, że może w okolicy dalszej na coś się napatoczę, zwiedziłam więc bliższe i dalsze okolice i wracam na pusto przez pobliską górkę .... na górce trafiło się jakieś 50 płachetek, więc gdy "z braku laku i kit dobry" i ja biorę się za zbieranie, jednocześnie zerkając za Tatą ... nie upłynęło 10 minut jak do wspomnianego rodzica podchodzi grzybiarz z tekstem: "Panie, co pan robisz - to trujące i to śmiertelnie .... u nas we wsi to już kilka osób na tamtem świat ....; zostaw pan to, to niejadalne..." Ja znając Tatę nadstawiam ucha bo ten zatroskany monolg grzybiarza nie obejdzie się bez komentarza i słyszę: "To nie do jedzenia - to dla teściowej". Gościa troszkę przytkało i bez słowa  odchodzi. Ja z górki mam dobre pole widzenia i widzę, że gość nie odchodzi za daleko, i coraz dokładniej przygląda się płachetkom, dokonuje prób "na język" i zataczając koło trafia do mnie na górkę, gdzie ja już pod wierzch koszyka mam naczesane płachetek. I zagaja: "O widzę, że Pani zbiera takie grzybki, są ludzie co zbierają - ja takich bylejakich do jedzenia nie zbieram". Na co ja nieodrodna córka Tatusia rzucam: "To nie do jedzenia to dla teściowej". Gościu zbaraniał, nic nie rzekł, zabiara się odejść na co ja mu jeszcze dowalam: "I na dodatek z pustym koszykiem z lasu nie wracam".   Mijaliśmy go pół godziny później jak przyczajony na kolanach zapełniał koszyk płachetkami ....

.... czy je zjadł, czy uszczęśliwił teściową.... - to już nie moja opowieść ...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz